Kolejny tydzien za mna i rozpoczal sie w szkocji dlugi weekend, czyli poniedzialek bedzie wolny. Z jednej strony super, jako ze praca aktualnie jest strasznie stresujaca, z drugiej... No z drugiej nie bede koloryzowac, jestesmy w Szkocji i juz drugi dzien leje. Przynajmniej trawa zielona ze ho ho.
Zdecydowanie deszcz nie pomaga mi przestac sie czuc jak w klatce. Normalnie w takie dni, to pakowalismy sie wszyscy do samochodu i byly odwiedziny u rodziny, znajomych, Science Centre, Soft Play Area tudziez byl to idealny dzien na zrobienie zakupow ubraniowych/do domu. A teraz kazda z tych opcji jest nie dostepna a ja zaczynam sie dusic.
Probje pamietac ze kiedys sie to skonczy. Szkocja oglosila swoj plan wyjscia z kwarantanny, ale tak naprawde to ani jedna faza nie jest pomocna jak sie ma male dzieci. Nawet spotkanie sie z innym domostwem ma obostrzenia social distancing a przy dwojce dzieci ponizej 5 lat, to moge sobie to o kant tylka rozbic.
Z innych wiesci, takich bardziej przyziemnych i smiesznych.Filmy i ksiazki w tym tygodniu rozpiescily.
Film - "The Awakening of Motti Wolkenbruch" - to jest uczta. Zawsze jak ogladam film osadzony w kulturze zydowskiej, uderza mnie jak ta kultura przypomina polska. Jest tam taka jedna scena, jak matka dzowni do syna ktory wlasnie przebywa w Izraelu, ktora jest spelnieniem marzen chyba duzej ilosci polakow. To jest ta scena o ktorej czlowiek cale zycie marzy zeby mial odwage cywilna, aby cos takiego zrobic. Polecam z calego serca, zakonczenie jest takie meh, ale do zakonczenia film trzyma super poziom.
Ksiazkowo udalo mi sie skonczyc dwie ksiazki.
Jedna to jest klasyk czyli "Thief of Time" Terrego Pratchetta, kto nie czytal niech zaluje. Wydaje mi sie ze lata temu czytalam ta ksiazke po polsku i jakos mi nie podeszla. Potem widzialam ekranizacje, ale przeniesienie Pratchetta na ekran jest wlasciwie nie mozliwe. Piekno tych ksiazek jest w jezyku jakim sa one napisane no i te przypisy. Tego sie nie da latwo przeniesc na ekran, wiec i film mi sie nie spodobal. Wrocilam po latach i jest wspaniale. Bohaterowie jak zawsze wielowymiarowi i moja ukochana Susan - wnuczka Smierci. 5/5 gwiazdek jak to mowia.
Druga ksiazka to ostatni tom The Inheritence Trilogy N.K Jemisin - "The Kingdom of Gods". Pierwsza ksiazka z tej serii jest jest moja ulubiona, druga i trzecia jest ok. Najwiekszy problem jaki mialam z trzecia oslona jest bohater na ktorym sie koncentrujemy - Sieh. Zupelnie nie obchodzil mnie jako postac w zadnej z poprzednich ksiazek i po dwoch fantastycznych bohaterkach, wydawal sie dosc nudny. Co jest zabawne jako ze jest bogiem. Ogolnie dalabym 4/5 gwiazdek. Przeczytac nadal warto, historia jest super ale subiektywnie nie lubie bohatera.
No wiec po dwoch miesiacach skonczylam dwie ksiazki, szal normalnie, Przed dziecmi czytalam 30-35 ksiazek rocznie, a teraz jak nie policze ksiazek czytanych do snow to wyjdzie jakies mizerne 8. No coz, dzieci rosna, czas sie kiedys znajdzie.
W tym tygodniu rowniez, przez przypadek, przeprowadzilam test spostrzegawczosci na mezu. Ja wiedzialam ze on z tych co mu trzeba powiedziec, kocahnie ide do fryzjera, komplementuj jak wroce, juz sie przyzwyczailam ale wczoraj to mnie rozbawil do lez. Przebralam posciel jak on poszedl biegac, akurat lazienki ogarnialam to tak przy okazji i lozko nam machnelam, kto bogatemu zabroni. Lozko king size, zeby nie bylo, mebel duzy, widac go jak w pysk strzelil jak otwiera sie drzwi do sypialni. Posciel z takiej w zygzaki jasno szare i zolte zmieniona na biala, jakby mi ktos chcial zarzucic ze z bialej na biala zmienilam to jak chlop mial zobaczyc roznice. Idziemy spac i pytam sie go czy cos zauwazyl, wiedze panike w oczach. Wyglada w tym momencie jak surykataka i widze olsnienie, chyba znalazl - Odkurzylas? No i pozamiatane XD.

Komentarze
Prześlij komentarz